Był to bardzo udany weekend dla naszej drużyny. Wracamy do gry, jednak “mission imposible” nie jest takie wcale nie możliwe. Mamy za sobą 5 spotkań rundy rewanżowej, zdobyliśmy 7 punktów, bilans bramkowy 15:15. Może nie jest to imponujący wynik ale dla przypomnienia z tymi samymi drużynami po 5 spotkaniach zdobyliśmy 0 punktów, bilans bramkowy 34:7. Warto również zaznaczyć, że rozegraliśmy mecze z drużynami w/g kolejności w tabeli 1,2,4,6,7.
Pierwszy mecz odbył się w sobotę graliśmy z drużyną z Chmielowic, zagraliśmy bardzo agresywnie i zdecydowanie w obronie i poprawiliśmy skuteczność. Nasi przeciwnicy strzelili 3 gole z czego dwa po rzutach karnych. Gdyby panowie sędziowie byli w lepszej formie, sedziowali mniej stronniczo to wynik byłby jeszcze bradziej korzystny dla nas i samo spotkanie nie byłoby tak nerwowe. W meczu pokazano 2 czerwone kartki , w tym jedna dla naszego gracza i nie był to Darek, który jest naszym boiskowym twardzielem i kolekcjonerem kartek wszelkiej maści, zresztą w tym meczu o ile dobrze zapamiętałem dostał żółtą :) Wynik meczu 7:3 dla Sindabda. Pełni nadzieii oczekiwali przyjścia niedzieli :)
No i zaczęło sie, niedziela, dwa “wspaniałe” skoki Roberta Mateji i brązowy medal poszedł się paść. Myślalem, że zabije tego człowieka, na całe szczęscie popołudniu graliśmy mecz z Grunt Opole. Rywal solidniejszy, ale my psychicznie i mentalnie czuliśmy się bardzo dobrze. Rozpoczęliśmy w takim samy składzie jak w sobote, w losowaniu znowu wybraliśmy orzełka, więc aby nie zapeszać wybraliśmy tą samą połówkę boiska co w sobotę. Jednak mimo szamańskich zabiegów to drużyna Gruntu miała więcej szczęścia i strzeliła pierwszego gola. Jak się później okazało to było tylko chwilowe i fortuna przeszła na naszą stronę. Pada bramka wyrównująca, wyręcza nas zawodnik Gruntu, mocno wstrzelona piłka w pole bramkowe odbija się od obrońcy i wpada do bramki. Mamy 1:1, gra toczy się dalej przeciwnicy naprawdę mają pecha, słupki, poprzeczki albo nasz bramkarz. Marnują sporo sytuacji, my również mamy jakieś tam akcje ale nie to co nasi przeciwnicy. W koncówce znowu szczęście po naszej stronie w ogromnym zamieszaniu pod bramką rywala Waldek, wpycha piłkę do bramki i prowadzimy 2:1. Szczęście tego dnia było po naszej stronie aż do końca meczu, bo to co zdążyli jeszcze zmarnować zawodnicy Gruntu, naprawdę można rozpatrywać w kategoriach czarów, cudów i innych nadprzyrodzonych mocy :)
Do Pana Roberta Mateji:
Panie Robercie na trening mentalny zapraszam na nasze mecze, nauczy się Pan jak sobie radzić ze stresem, jak się zmotywować, jak walczyć. Nauczy się Pan dawać z siebie wszystko, aby drużyna mogła odnieść sukces.
Zapraszamy za tydzień do hali OSiR w Komprachcicach na nasz mecz z drużyną miejscowych Old Stars.
Najświeższe Komentarze